„Pracujemy nie tyle ze sportowcem, co z człowiekiem, który uprawia sport” - o psychologii sportu z dr hab. Dagmarą Budnik-Przybylską

Sukces w sporcie to nie tylko trening fizyczny. Gdy wszyscy zawodnicy prezentują wysoki i wyrównany poziom, o wysokim wyniku mogą przesądzić czynniki psychologiczne, na przykład umiejętność poradzenia sobie z napięciem przed startem. We współczesnym przygotowaniu zawodników ważną rolę odgrywają więc psycholodzy sportu. Na czym polega ich praca? O podzielenie się doświadczeniem w tej materii (praktycznym i naukowym) poprosiliśmy dr hab. Dagmarę Budnik-Przybylską.

Karolina Żuk-Wieczorkiewicz: - Jak to się stało, że postanowiłaś zostać psychologiem sportu?

Dr hab. Dagmarę Budnik-Przybylska: - To długa historia. Tak naprawdę zaczęło się od sportu. Byłam zawodniczką karate i na jednym ze zgrupowań pojawił się psycholog, który zaczął mówić o treningu mentalnym, o treningu wyobrażeniowym (polegającym na przykład na wyobrażaniu sobie startu czy sytuacji przed startem). Stwierdziłam wtedy: „Przecież ja to robię!”. Okazało się, że trochę nieświadomie, automatycznie praktykowałam trening mentalny. Tak się zaczęło. Tak więc najpierw był sport, później psychologia (pracę magisterską pisałam z psychologii rodziny), wreszcie psychologia sportu. Tę ostatnią odkryłam dzięki zajęciom prof. Franciszka Makurata i prof. Marcina Krawczyńskiego, a „na poważnie” zajęłam się nią po studiach magisterskich pod okiem kolejnych nauczycieli. Pracę doktorską pisałam już z zakresu psychologii sportu pod kierunkiem prof. Mieczysława Plopy. I tą tematyką zajmuję się do dzisiaj.

- Jesteś naukowczynią, ale też pracujesz praktycznie z zawodnikami. Na czym polega rola psychologa sportu? Jeśli istnieje trening mentalny, to czy psychologa sportu można uznać za trenera mentalnego?

- Nie do końca. Co prawda psychologowie sportu są czasem nazywani również trenerami mentalnymi, ale te pojęcia nie są tożsame. Przede wszystkim psycholog sportu posiada wykształceniem psychologiczne, a trener mentalny takiego wykształcenia mieć nie musi. Czyli, krótko mówiąc, trener mentalny nie mysi być psychologiem.

- Na czym polega twoja praca jako psychologa sportu?

- Psychologia sportu, zarówno od strony badań, jak i edukacji czy praktyki, obejmuje wiele różnych aspektów: psychologię osobowości, psychologię motywacji i emocji, psychologię stresu i wiele innych. Pracujemy nie tyle ze sportowcem, co z człowiekiem, który uprawia sport.

W aspekcie praktycznym przede wszystkim uczymy zawodników samoświadomości. W pewnym sensie pomagamy im skrócić drogę do tego, do czego i tak w którymś momencie by doszli, bo świadomość, co się dzieje z głową i ciałem w czasie startu i nie tylko, w końcu się u zawodnika pojawi. Naszą rolą jest przekazanie tej wiedzy wcześniej i uczenie w taki sposób, żeby zawodnik wiedział, co się z nim dzieje, i żeby mógł reagować adekwatnie do sytuacji. Zatem uczymy go pewnej niezależności na planszy, macie itp.: „Wiem, co się ze mną dzieje, mam tego świadomość i mogę to zmienić”.

Warto podkreślić, że trening mentalny także jest treningiem. Kształtowanie umiejętności wymaga przysłowiowego potu i powtórzeń - i to samo dotyczy przygotowania mentalnego. Kształtowanie zawodnika to proces. Są elementy, które trzeba zaimplementować w odpowiednim momencie, by zadziałały.

- Jako psycholog sportu łączysz praktykę z badaniami. Czy na podstawie twoich dotychczasowych doświadczeń dostrzegasz, że obecność i praca psychologa sportowego z zawodnikami rzeczywiście przekłada się na ich funkcjonowanie i osiągnięcia podczas zawodów?

- Powiem tak: gdybym tego nie widziała, to bym tego nie robiła. W moim odczuciu najcenniejsze jest właśnie to, że znając doniesienia naukowe, możemy je zaimplementować w praktyce. Nie wyobrażam sobie działać inaczej. Na zakończonym niedawno Europejskim Kongresie Psychologii Sportu mieliśmy zresztą cały panel dotyczący łączenia roli praktyka i naukowca.

Oczywiście będąc naukowcami i jednocześnie pracując zawodnikiem, mamy zwracać uwagę, jakim językiem się posługujemy, żeby być zrozumiałymi. Język „naukowy” trzeba przełożyć na taki, który jest zrozumiały dla sportowca. We wspomnianym panelu była nawet mowa, że mamy się nauczyć mówić w taki sposób, jakbyśmy rozmawiali z pięcioletnim dzieckiem, aby zapewnić prosty i zrozumiały przekaz. Podobnie jesteśmy uczeni pisania artykułów - w taki sposób, by nawet skomplikowane zagadnienia były zrozumiałe dla osób, które go czytają.

- Nawet dla osób niebędących naukowcami?

- Dokładnie. Co jeszcze ciekawego można powiedzieć o łączeniu nauki z praktyką? Czasem w obszarze praktycznej psychologii sportu pojawiają się pomysły na badania. Obserwujemy jakieś zjawisko czy zależność i możemy je zweryfikować badaniami, potem na ich podstawie tworzymy nowy element do praktyki - i koło się zamyka.

- To brzmi jak idealna współpraca nauki z praktyką.

- Wiem, że to może brzmieć idealistycznie, natomiast moja praca polega właśnie na tym, żeby to wszystko łączyć.

- Czy praca psychologa sportu z zawodnikami w sportach indywidualnych różni się od pracy w sportach zespołowych?

- Specjalizuję się raczej w sportach indywidualnych. Najczęściej są to sporty walki, bo są mi najbliższe ze względu na moje własne doświadczenia z karate. Natomiast w każdym sporcie - niezależnie, czy indywidualnym, czy zespołowym - zawsze pracuje się z zespołem. Gdy byłam jeszcze zawodniczką, wielokrotnie startowałam w kata drużynowym, które wymagało, by cały zespół w danym momencie wykonał określoną sekwencję ruchów w czasie, w pełnej harmonii. Sportowcom często towarzyszy sztab ludzi (trenerzy główni, współpracujący, motoryczni, fizjoterapeuci i inni). Oczywiście pracujemy również indywidualnie z zawodnikami, wówczas skupiamy się na tej osobie, na jej samoświadomości. Natomiast jeśli pracujemy z całym sztabem, to przygotowujemy plan na bazie przyjętych założeń, określamy cele i wspólnie wypracowujemy pewne elementy, żeby te cele osiągnąć. Ważne, by mówić wtedy wspólnym językiem, co bywa pewnym wyzwaniem. Gdy owego wspólnego języka brakuje albo gdy cele nie są spójne, zespół pracuje gorzej.

- Rozumiem, że nad zawodnikiem czy grupą zawodników/zawodniczek pracuje sztab ludzi. Jaka jest w tym rola psychologa sportu?

- Jesteśmy elementem sztabu, więc przez cały czas ma być między nami wszystkimi pełna współpraca. Pracujemy z człowiekiem, więc mimo że każdy z nas jest specjalistą w danej dziedzinie, to tych dziedzin nie da się rozdzielić. Mamy ze sobą rozmawiać, wypracowywać pewne rzeczy wspólnie lub w porozumieniu z resztą sztabu.

My jako psychologowie sportu mamy oczywiście trochę inne sposoby pracy niż pozostałe osoby ze sztabu (które mają własne narzędzia). Patrzymy całościowo i zwracamy uwagę na komunikację w zespole. W bezpośrednim kontakcie z zawodnikiem pracujemy między innymi nad takimi aspektami jak wyobrażenia, które stanowią główny przedmiot moich zainteresowań badawczych. Do tego dochodzi kontekst różnic indywidualnych, na przykład w zakresie osobowości, koncentracji uwagi, pewności siebie, pewnej gotowości startowej, czy ogólniej radzenia sobie z sytuacją startową. To właśnie „działka” psychologów - i ich wkład w pracę sztabu nad wspólnym dojściem do celu.

- Wspomniałaś o kwestii różnic indywidualnych między zawodnikami. Czy w czasie twojej praktyki zaobserwowałaś jakieś elementy czy wyzwania, z którymi zawodnicy mierzą się najczęściej? Kiedy pomoc czy wsparcie psychologa sportu jest najbardziej potrzebne?

- W moim odczuciu praca z samoświadomością i elementy treningu mentalnego to podstawa, którą powinien mieć zapewniony każdy zawodnik. Patrząc szerzej, na przygotowanie zawodnika składają się cztery podstawowe elementy, jak cztery nogi stołu: przygotowanie techniczne, taktyczne, motoryczne i psychologiczne. By nasz metaforyczny stół był stabilny, wszystkie te „nogi” powinny być sprawne.

Na trening mentalny składają się elementy, które dają gotowość startową, czyli np. umiejętność regulacji emocji, umiejętność radzenia sobie ze stresem, wyobrażanie sobie różnych planów alternatywnych, umiejętność przywracania koncentracji uwagi po niespodziewanym zdarzeniu. Bardzo ważne jest też budowanie pewności siebie. Zdarza się, że zawodnicy mają fenomenalne umiejętności, natomiast nie zawsze w to wierzą, przez co trudno im przełożyć doświadczenia z treningu na sytuację zawodów.

- Mam wrażenie, że nie tylko w sporcie osoby mające duże umiejętności często wątpią w siebie. Skąd się to bierze? I jak z tym pracować?

- Myślę, że może to wynikać w pewnym stopniu z różnic kulturowych, z przekonań. Na szczęście powoli się to zmienia. Gdy zaczynałam pracę jako młody psycholog, zwróciłam uwagę, że duży wpływ na osoby startujące w zawodach miał widok symbolu kraju, który był postrzegany jako dominujący w jakiejś dyscyplinie. Kiedy zawodnik (lub zawodniczka) widział, że jego przeciwnik jest przedstawicielem takiego kraju, to nagle ze świetnego sportowca stawał się jakby kimś mniej znaczącym, po prostu jednym sportowcem z wielu.

Wyzwaniem może być też wyjazd na zawody za granicę. Osoby, które pewnie się czują jako sportowcy w Polsce, w innym kraju czują się mniej pewnie (w końcu na międzynarodowych zawodach wszyscy są dobrzy). Zawodnikom potrzebne jest przekonanie, że są u siebie, że są odpowiednimi osobami na zawodach, niezależnie od tego, gdzie te zawody się odbywają - bo w końcu pracowali na swoje wyniki. Zbudowanie takiego przekonania to chyba największa praca nas jako psychologów sportu.

Sądzę, że to się troszkę zmienia; młode pokolenie wydaje się bardziej zadziorne i nie ma takiego problemu, by mierzyć się z doświadczonymi zawodnikami.

- Rozumiem, że bardzo dużo ograniczeń jest w głowie.

- Obserwuję wręcz, że im wyższy poziom mistrzostwa sportowego, tym większy udział w przygotowaniu zawodnika bierze psychologia. Na tym najwyższym poziomie każdy z zawodników jest dobry, a poziom techniczny jest bardzo wyrównany. Natomiast wygrywa ten, kto jest bardziej pewny siebie, kto potrafi lepiej regulować swoje emocje, utrzymać „chłodną głowę”, jak to nazywamy.

- Zatem im dalej, tym bardziej psycholog sportu jest potrzebny?

- Dokładnie. Natomiast osobiście uważam, że jeśli zawodnikowi już na wczesnym etapie zapewni się podstawy treningu mentalnego i psychologii sportu, tym łatwiej później z takim zawodnikiem pracować, chociażby dzięki wspólnemu językowi. Gdy ktoś nie miał podobnego przygotowania, praca psychologa polega w pierwszej kolejności na zbudowaniu tych podstaw. Często porównuję nasze działania do dźwigni, występującej również w sportach walki: niekiedy mały, delikatny ruch może spowodować dużą zmianę. Naszym zadaniem jest zastosować tę „dźwignię” w odpowiednim momencie.

- Jak psychologowie sportu są postrzegani przez zawodników i resztę sztabu szkoleniowego? Czy twoim zdaniem to postrzeganie zmieniło się na przestrzeni lat?

- Zmieniło się. Kiedyś psychologa kojarzyło się z kozetką i „problemami z głową”. Teraz jesteśmy po prostu częścią sztabu szkoleniowego, a psychologia sportu jest postrzegana jako element procesu przygotowywania zawodnika. Pod tym względem świadomość zawodników oraz trenerów bardzo się zmieniła  - i to sprawia mi wielką radość i satysfakcję. Zawodnik nie myśli „Idę do psychologa, bo coś ze mną nie tak”, tylko „Idę zrobić trening mentalny, żeby być coraz lepszym podczas startu”.

- Co w twojej pracy (mówię o wszystkich jej aspektach, naukowym, edukacyjnym i praktycznym) sprawia ci największą satysfakcję?

- Z jednej strony, radością napełniają oczywiście dobre wyniki zawodników. Natomiast największą satysfakcję sprawia mi to, że elementy wypracowane z zawodnikiem stają się widoczne w trakcie startu. Z przyjemnością się to ogląda, gdy zawodnik startuje na przykład w mistrzostwach świata czy mistrzostwach Europy i widać po nim efekty naszej pracy. To bardzo budujące.

Mam jeszcze jedno ciekawe doświadczenie, bo pracuję w psychologii sportu już ponad 20 lat. Zdarzyło mi się współpracować z zawodnikiem, a później ten zawodnik został trenerem, ma dzieci - a ja pracuję z tymi dziećmi. Takie historie dają poczucie, że chyba robimy dobrą robotę, prawda?

- Co byś powiedziała osobom, na przykład studentom, którzy myślą o karierze psychologa sportu?

- Jestem bardzo subiektywna, ale w moim odczuciu to najlepsza praca, jaką można wykonywać, tym bardziej jeśli połączymy badania z pracą praktyczną. Cóż… uwielbiam to po prostu, choć to wymagające i wielokrotnie bardzo trudne. Uwielbiam tę satysfakcję badawczą, gdy coś nam wychodzi. Mamy hipotezę, robimy badanie, uzyskujemy wyniki, zastanawiamy się, jak przełożyć wnioski na praktykę, obserwujemy, co się sprawdza, rodzą się pomysły na kolejne badania…

- Takie perpetuum mobile?

- Chyba na tym to ma polegać, prawda? Tak samo jak pracujemy z zawodnikami czy ze studentami, tak samo my mamy się ciągle uczyć i rozwijać, czerpać zarówno z wiedzy teoretycznej, jak i z praktyki. Cieszę się również, że jako Zakład Psychologii Sportu kształcimy studentów, którzy potem pracują jako psychologowie sportu i są doceniani przez zawodników, kluby czy innych pracodawców i jeszcze przy okazji dobrze wspominają UG - to dla nas bardzo budujące.

- Dziękuję za rozmowę!


Dr hab. Dagmara Budnik-Przybylska pracuje (od 2005 roku) w Zakładzie Psychologii Sportu Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego. Pełni funkcję zastępcy kierownika Studiów Podyplomowych z Psychologii Sportu oraz opiekuna Sekcji Psychologii Sportu Koła Nauk Psychologicznych ANIMA. Członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, członek zarządu Sekcji Psychologii Sportu przy PTP, członek Europejskiej Federacji Psychologii Sportu (FEPSAC). Pięciokrotnie nominowany psycholog olimpijski oraz certyfikowany psycholog sportu klasy mistrzowskiej. Opublikowała (jako autorka lub współautorka) kilkadziesiąt artykułów naukowych. Jej główne zainteresowania naukowe dotyczącą wyobrażeń w sporcie.

Karolina Żuk-Wieczorkiewicz/CKiP, fot. Bartłomiej Jętczak

Pokaż rejestr zmian

Data publikacji: czwartek, 30. Lipiec 2026 - 09:27; osoba wprowadzająca: Mateusz Dynakowski Ostatnia zmiana: czwartek, 30. Lipiec 2026 - 09:28; osoba wprowadzająca: Mateusz Dynakowski